art tesco

Kupujmy naszym dzieciom nie tylko bajki. Pamiętacie kiedy wasze dzieci zaczęły czytać? Tak samodzielnie i z przyjemnością?...

Sama piramida-nowa

 

...Moje dzieci różnią się pod względem umiejętności i chęci czytania. Starszy, trzynastoletni Krzysiek, aktualnie „Parszywa Trzynastka” dająca nam w kość, zaczął czytać swojemu młodszemu bratu gdy miał niespełna 4 lata. Pierwsze samodzielnie przeczytane słowo „Miś”. Krzysiek dostaje pod choinkę i przy innych okazjach masę książek. Dzięki niemu znacznie przewyższam średnią krajową w kupowaniu, wypożyczaniu i czytaniu książek.
Nie potrafię ich policzyć.
Drugi, Piotr, lat dziesięć, - nie lubi i nie chce czytać. Książka jest za karę. Za to bardzo lubi gdy ktoś mu czyta. Nie dziwi mnie to ponieważ każda czynność, która wymaga systematyczności i skupienia, i jest dla niego "mało interesująca i nudna”, obiektywnie sprawia mu trudności i wymaga od niego więcej wysiłku. Piotrek jest kinetykiem, musi się ruszać, a czytanie oznacza siedzenie w miejscu. Dlatego każdą książkę rozpoczyna od sprawdzenia, ile ma stron do przeczytania i to już wystarczy żeby się poddać.

Ponieważ lubi krótkie formy literackie, i jednocześnie bardzo lubi pomagać mi w kuchni, bo to oznacza „bycie w ruchu”, zaczęłam prosić go o głośne czytanie przepisów. Najlepiej szło nam czytanie i przygotowywanie domowych „słodkości”, co bardzo mnie cieszyło. Bonusem było dla nas wspólne spędzanie czasu, zamiast „wysiadywania” Piotra przy komputerze.

Ta opisywana przeze mnie, z pozoru prosta metoda ma ogromną wartość edukacyjną. W książkach kucharskich jest wiele trudnych a nawet nieznanych wyrazów, np. „mule”. Co to jest? Jak wygląda i smakuje? Kolejna okazja dla Piotra do poszerzenia wiedzy. Jak wyglądają inne morskie stworzenia np. mątwy? Kupiliśmy je i obejrzeliśmy. Obrać taką mątwę to nie lada atrakcja, a potem na patelnię klarowane masło, czosnek i natka pietruszki, a do tego makaron. SMAKOWAŁO !

Kiedy zacząć zachęcać? Już dzisiaj. Pierwsza pora roku wymusi na nas zmianę w sposobie żywienia po zimie. Pojawią się nasze ukochane rzodkiewki i inne świeże warzywa. Myślę, że jednak większość naszych dzieci nie przepada za takimi wiosennymi nowościami. Nie mówię tu o nowalijkach, na które koniecznie należy uważać, ale o nowych smakach. Może młodą marchewkę warto przygotować inaczej niż w zupie, czy z groszkiem, poszukajcie ciekawego przepisu i do dzieła!

Czego jeszcze możemy nauczyć nasze dzieci z książek kucharskich?

Na pewno CIEKAWOŚCI ŚWIATA, poznawania go, zanim osobiście będą mogły go przemierzać. ODWAGI, bo jest potrzebna by nasze dziecko spróbowało czegoś, co jest dla niego zupełnie nieznane. WOLNOŚCI WYBORU – pozwólmy naszemu dziecku przewertować książkę i samodzielnie wybrać zadanie do wykonania. Własny wybór zachęci je do zjedzenia samodzielnie przygotowanej potrawy. Nawet jeśli uważamy wybrany przepis za trudny w wykonaniu, nie zniechęcajmy dziecka tylko wesprzyjmy je.
NIEPODDAWANIA SIĘ I DĄŻENIA DO CELU. Dziecku nie zawsze udaje się odpowiednio zawinąć pierożek i nie zawsze jest on taki piękny jak ten, zrobiony przez mamę. To może zniechęcić do dalszego działania. Kiedy jednak pomożemy wytrwać naszemu dziecku, a efekt pracy będzie widać gołym okiem- to da mu satysfakcję i wiarę we własne możliwości.
I jeszcze UMIEJĘTNOŚCI PODEJMOWANIA DECYZJI, ponoszenia konsekwencji swoich wyborów, jak również odporności na STRES. Dlaczego? W trakcie gotowania trzeba przecież próbować, decydować, czym przyprawić by było smacznie, a przecież jeśli nasze dzieci przygotowują posiłek dla rodziny, to powinny być gotowe na ocenę wszystkich domowników. I jest to dla nich bardzo ważne.

Również KREATYWNOŚCI w tworzeniu nowych połączeń. Próbowanie wspólnie ze swoimi dziećmi jak smakuje ser pleśniowy sam, a jak z figą, czy z żurawiną, pozwala naszym dzieciom poznać, jakie połączenia lubią i uczy nie rezygnować np. ze szpinaku, bo w szkole jest on przygotowywany jak „brązowa breja”, a z serem rokpol i orzechami włoskimi, czy migdałami jest pyszny w naleśniku, czy też jako dodatek do kurczaka.
Książki uczą też SZACUNKU dla nas, rodziców i dziadków, bo nasze dzieci przekonują się, ile pracy wymaga przygotowanie posiłków, a potem posprzątanie po nich, i że nie robią tego krasnoludki.

Poszerzanie horyzontów i kształtowanie wyobraźni smakowej to jest to, czego można się nauczyć w kuchni i dotyczy to na równi naszych dzieci jak i nas samych. Pan Marcin, mój dorosły pacjent nie jada pewnych produktów nie dlatego, że mu one nie smakują bo nigdy ich nie próbował, ale dlatego, że „wyglądają tak jakoś niesmacznie”. Nikt nie zadbał o to, by miał swoje zdanie na temat jedzenia, rodzice poddali się, kiedy był dzieckiem i gotowali tylko to, co mu smakowało, nie otwierając go na nowości i nie zachęcając do próbowania. Teraz, jako dojrzały człowiek to rozumie, a ponieważ sam już ma dzieci, to od niego będzie zależało, jak rozwinie ich kubki smakowe, czy nauczy je jeść rzeczy smaczne i wartościowe. Fantastyczne jest to, że teraz, wspólnie ze swoimi dziećmi, będzie się uczył, bo na naukę, na szczęście nigdy nie jest za późno.
A mój młodszy syn, nie wiadomo kiedy, nauczył się rozumienia wielu nowych słów. Dzięki czytaniu choćby przepisów kulinarnych, podniósł swoje poczucie wartości, poczuł się też tak dobry jak jego starszy brat.

Dlatego idźcie razem do księgarni i kupcie wspólnie nową książkę z super przepisami i …

SMACZNEGO
Alicja Kalińska

 

 

Odkryj SetPoint

setpoint panele

zap2
newsletterbok1

 Zapisz się na newsletter SetPoint Twój Dietetyk!